Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
lut 24, 2012 - Pod basenem    2 Comments

Jak chronimy swoje dane?

Już po raz siódmy obchodziliśmy Europejski Dzień Ochrony Danych Osobowych, który przypada na 28 stycznia.

W Interneciue podajemy jak na tacy informacje: o swoich związkach, zainteresowaniach, preferencjach seksualnych, poglądach religijnych czy politycznych oraz podstawowe dane personalne i kontaktowe. Ale nie każdy wie, że są one skrupulatnie przetwarzane.

Epidemia serwisów społecznościowych

Najpopularniejszymi serwisami społecznościowymi w Polsce w 2010 r. były Nk.pl posiadająca ponad 12 mln kont użytkowników oraz Facebook z ponad 8 mln kont. Według badania Megapanel z 2011 roku z social media korzystają niemal wszyscy Internauci (aż 99,3 proc.) i poświęcają temu średnio około 1,5 godziny dziennie. Większość z nas nie wyobraża sobie życia bez np. Nk, Bebo, Myspace, Skyrock Blog, Facebook. Stały się one dla nas źródłem informacji i podstawą w komunikacji międzyludzkiej. Dzięki Facebookowi możemy się dowiedzieć wszystkiego o naszych potencjalnych „znajomych” bez komunikacji werbalnej.

Warsztat nauki

Rozwój funkcji serwisów i wzrost ich popularności spowodował, że niektórzy naukowcy zaczęli ostrzegać przed możliwością uzależnienia się. Problem ten dotyczy głównie młodych ludzi. Według naukowców nie mogą oni poradzić sobie z rosnącym zaangażowaniem w to, co dzieje się aktualnie na Facebooku. Presja zalogowania się i sprawdzenia informacji dotyczących znajomych, obejrzenia ich najnowszych zdjęć oraz porównania wyników gier czy testów jest tak silna, że zapominają oni o innych aspektach ludzkiego życia. Rosną obawy, że użytkownicy serwisów społecznościowych podają zbyt wiele informacji osobistych, co może zwiększyć liczbę przestępstw, głównie na tle seksualnym. Miejmy nadzieje, że 28 stycznia zwrócił uwagę na kwestie związane z ochroną danych i przyczyniłsię do podniesienia poziomu wiedzy w tym zakresie.

Marta Widła

 

 

lut 24, 2012 - Pod basenem    No Comments

W poszukiwaniu bohaterów w ZSP nr 1

„W poszukiwaniu bohaterów” to tytuł książki Józefa Talera zaprezentowanej na spotkaniu, które odbyło się 26 styczniana dużej auli. Dzieło to przedstawia wspomnienia autora z okresu okupacji spędzonej w Rozwadowie, Lwowie i Rzeszowie.

 Józef Taler urodził się w 1923 roku w Rozwadowie. Tam też skończył szkołę podstawową i kontynuował naukę w gimnazjum w Nisku. W 1939 roku ojciec autora dowodził kompanią przeciwlotniczą broniącą Stalowej Woli, zaś on sam wraz z matką, ze względu na żydowskie pochodzenie, został wyrzucony przez Niemców do sowieckiej strefy okupacyjnej. W Lwowie rodzina przetrwala reżim komunistyczny i hitlerowskie getto. Przy pomocy polskiego ruchu oporu przedostali się do Rzeszowa, gdzie dotrwali do końca wojny. Po studiach medycznych w Polsce i Niemczech, autor wyemigrował do USA, gdzie praktykował jako lekarz rodzinny. Dziś mieszka w Annapolis. Działając aktywnie w żydowskich i polonijnych organizacjach emigracyjnych, wygłaszał prelekcje, głównie dla młodzieży, na temat holocaustu i II wojny światowej w Europie.  Józef Taler swoje wspomnienia przelał również na papier, wydając książki „In Search of Heroes” (1995) oraz „Polish Indians & Short Stories” (2006). Publikacja zaprezentowana w naszej szkole jest polskim przekładem pierwszej z nich. Jej tłumaczem jest Marek Wiatrowicz. Podczas spotkania zaprezentował on zgromadzonej publiczności sylwetkę autora, poprowadził krótką dyskusję oraz zapowiedział krótki film, na którym sam Józef Taler podziękował zgromadzonym za przybycie.  „Całość książki stanowią autorskie wspomnienia, zanotowane w sposób na tyle interesujący, że powinna ona zaciekawić zarówno osoby pamiętające tamte czasy, jak i młodego czytelnika pragnącego poszerzyć wiedzę o nich” – mówi Marek Wiatrowicz. Książka jest dostępna w księgarni Stańczyk oraz w sklepiku Muzeum Regionalnego.

Marta Widła

 

 

lut 23, 2012 - Pod basenem    No Comments

Nauka na fazie…

Wywiad  z psychologiem szkolnym, panem Przemkiem Sodomirem o prawdach i mitach w świecie narkotyków rozmawia Sylwia Staszowska.

Jakie są pana zainteresowania?

Zazwyczaj to ja zadaję pytania i wszyscy odpowiadają, a dzisiaj odwrotnie (śmiech). Lubię muzykę, nie tylko jako odbiorca, lecz także od strony czynnej – gram na gitarze. Od jakiegoś czasu bardzo interesuję się sztuką przetrwania – survivalem. Wyciszam się, wędrując po górach. Bardzo lubię Bieszczady. Z tych zainteresowań wynika mój sposób pracy z młodzieżą – nieustanne poszukiwania osób utalentowanych muzycznie, wspieranie ich czy też organizowanie klubów w szkole dla osób, które chcą rozwijać siebie oraz swoje umiejętności radzenia sobie w trudnych warunkach.

Czy ze względu na zainteresowania zajął się pan zespołem muzycznym?

Było mi łatwiej przyjąć tę propozycję. Jakiś czas temu jeden z uczniów, który już skończył szkołę, będący też osobą, która miała udział w założeniu tego zespołu muzycznego, poprosił mnie, żebym się nim zajął. To było w pierwszym roku mojej pracy tutaj. Myślę, że ta moja pasja i zainteresowania muzyczne ułatwiły mi decyzje. Trochę z innej beczki.

Czy w naszej szkole jest problem narkotyczny?

Na tak postawione pytanie powiem stanowcze NIE. Głęboko wierzę, że zdecydowana większość uczniów potrafi się mierzyć z rzeczywistością w sposób twórczy i konstruktywny, co niekoniecznie bywa łatwe. Domyślam się, że jest też grupa osób, która w swoim życiu idzie trochę na skróty. Ludzie ci traktują środki uzależniające jako niegroźne używki, jako coś, co pomoże im sie wyluzować, dobrze bawić. Myślę, że ich opinie wynikają z niewiedzy, z tego, że informacje, jakie posiadają, mają od swoich znajomych lub z jakichś forum. Jednak to nie są rzetelne informacje. Myślę, że używanie narkotyków, nawet takie okazjonalne, niesie za sobą pewne ryzyko i każdy, kto próbuje przygody z nimi, musi sie z tym liczyć. Według mnie najlepszy sposób, żeby nie mieć problemu z narkotykami, to wiedzieć o nich jak najwięcej z rzetelnych źródeł.

Czy to prawda, że im lepsza szkoła, tym większy problem z narkotykami?

Myślę, że sprawa jest niezależna od rankingu szkół. Szkoła to takie miejsce, gdzie młodzi ludzie spędzają sporo czasu. Jednym nauka przychodzi łatwiej, innym trudniej. Od wielu czynników zależy, czy szkoła jest źródłem satysfakcji i drogą dążenia do celu, czy też źródłem frustracji i zniechęcenia. Problem polega na tym,
że presja zewnętrzna zawsze idzie w parze z możliwościami. Młodzi ludzie przede wszystkim odczuwają ogromną presję ze strony rodziców, nauczycieli i mediów. Nasz świat tak dziś funkcjonuje, że stawia się na osiągnięcie sukcesu. Wiadomo, porażki zniechęcają, wiec niektórzy próbują sobie radzić z tą presją i wybierają narkotyki.

Co sądzi pan o micie, który krąży wśród młodych ludzi, że narkotyki pomagają w nauce? Czy to rzeczywiście prawda?

Zdecydowanie dementuję i uważam, że to jest jeden z wielu mitów dotyczących narkotyków. Bo to jest trochę tak, że narkotyki nie utrwalają posiadanej wiedzy, ani też nie wpajają nowej. Pozwalają za to na aktywność
organizmu przez całą dobę. Jednak nie odbywa się to bez konsekwencji, bo dzieje się to kosztem ogromnego wyczerpania organizmu i późniejszej depresji. Gdy narkotyk przestaje działać, taka wiedza się ulatnia. To nie jest sposób na sukces.

Dlaczego młodzi sięgają po takie używki?

W naszej szkole od kilku lat realizujemy taki program profilaktyczny „Narkotykom mówimy nie”. Podczas realizacji tego programu spotykamy się z młodzieżą w klasach i dyskutujemy o środkach uzależniających. W trakcie takich spotkań jest rozmowa o przyczynach sięgania po takie używki. Ile ludzi, tyle przyczyn. Nie da się jednoznacznie stwierdzić, dlaczego młodzi ludzie po nie sięgają. Bo każdy z nas jest inny i każdy może inaczej zareagować nawet na taką samą dawkę. Najczęściej wymienianymi przyczynami są problemy związane ze szkołą, to też presja rówieśników, chęć akceptacji i bycia „lubianym”.

Jak ocenia pan prace z młodzieżą?

Mam szczęście, bo lubię to, co robię i nie idę do pracy za karę. Dużą przyjemność sprawiają mi rozmowy z młodymi ludźmi. Sam z nich czerpię, bo motywują mnie do patrzenia na świat i swoje życie. Staram sie proponować działania, które sprawiają mi satysfakcję. W naszej szkole jest spora grupa osób, które rozwijają swoje zainteresowania. Jestem z tego dumny, bo to pokazuje, że poświęcają dużo czasu i energii, aby siebie realizować. Docierają do mnie też osoby bardzo twórcze i kreatywne, które boją sie pokazać światu. Wówczas brakuje im pewności siebie lub boją sie opinii innych. Na razie tworzą do szuflady, a ja z niecierpliwością czekam na ich debiuty. Cenię też w naszych uczniach to, że starają sie z własnej inicjatywy angażować się w takie działania, które są skierowane na pomoc innym.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Ja również dziękuję.

lut 23, 2012 - Pod basenem    No Comments

O nie! Czyżby wielkie bum? Bomba w szkole

W naszej szkole w dniach od 1 do 14 grudnia odbyło się zewnętrzne sprawdzanie. Wszystko, co robiliśmy, wpływało na wynik akcji. Możemy być zadowoleni
– nie daliśmy się podejść.

Zadymka

Wielkie zaskoczenie. Ostatnio stało się coś, co poruszyło nas wszystkich. Mogło się to źle skończyć.
„Ja się tym nie przejąłem” – mówi Paweł. Niech będzie – nie wszystkich to wydarzenie poruszyło. Spokojne dni, ale niepewność się utrzymywała. Otóż z rana zadzwonił telefon. Na początek głuchy. Była to niepewna wiadomość. Jakoś dyrekcja musiała się dowiedzieć. Ostrzeżenie czy atak od razu? Czyżby przewidziana czynność na zmylenie przeciwnika. Można by spekulować. Teraz padło na naszą szkołę. Jakiś czas później część osób dowiaduje się. Były to zapowiedzi czegoś, co zapoczątkowało wielką akcję. Ktoś podłożył ładunek wybuchowy o mocy bomby wodorowej. Dobrze, że tylko część. Mogło by dojść do paniki. Chaosu.

Działania

Przede wszystkim kazali nikomu nie uciekać ze szkoły. Zostaliśmy uwięzieni. Niepokój wzrastał. Nie było ich wielu. Musieliśmy się jednak im podporządkować. Jak się później okazało, ich celem jest nasza placówka. „Znajdziemy ewentualne braki w działaniu tej szkoły”. Można było wnioskować, że są bezlitośni. Byli przekonani o słuszności swojego działania. Nikt już nie był bezpieczny. Każdy mógł bardzo szybko skończyć tu naukę. Dało się słyszeć rozmowę: „To bardzo przyjemne
zajęcie” – wypowiadał się jeden z egzekutorów. Zostali w to wkręceni wszyscy – my, głównie, ale też rodzice. Nauczyciele jednak podjęli walkę. Odbyły się ukradkowe, liczne rozmowy przygotowujące. Mieliśmy umieć się zachować nawet w tak niepewnej sytuacji. Wybuch planowany był na wieczór. Do tego czasu sprawdzili wszystko i dowiedzieli się tego, czego chcieli. Na przykład, jak funkcjonuje praca w zespołach. Mogli się bać, że to właśnie jakaś grupa uniemożliwi im pracę. Badali sprawowanie wewnętrznego nadzoru pedagogicznego. I czy mamy odpowiednie warunki lokalowe i wyposażeniowe. Akcja przebiegała bardzo sprawnie. Byli bardzo dobrze przygotowani. Ich maski odzwierciedlały wewnętrzny spokój. Panowali nad szkołą. A nas odwiedzali co jakiś czas. Na początku brak wiedzy dawał się we znaki. Z czasem i my zaczęliśmy sprawniej działać. „Mogli być groźniejsi, staliśmy się bardziej pewni siebie” – nadawała Ania.

Sytuacja rozładowana
Ha! Byli zaskoczeni, kiedy nasi saperzy rozbroili BOMBĘ. Ocenili nas na BBA. Wysoki, wysoki, bardzo
wysoki. Jednak zwyciężyliśmy. O tak! Ta Ewaluacja była dla nas dobrym doświadczeniem. Westchnienie ulgi. „Mamy nadzieję, że otrzymane oceny wpłyną korzystnie na postrzeganie szkoły przez środowisko, na lepszy nabór w kolejnych latach, a przedewszystkim uświadomią wszystkim, którzy myślą inaczej, że to dobra szkoła, z której wszyscy powinniśmy być dumni” – komentowała wynik naszej pracypani dyrektor.

Rafał Brzozowski